Mini słownik gwary wielkopolskiej
Wstęp
Gwara jest pamięcią, która mówi na głos, kiedy oficjalny język milknie, bo brakuje mu odcienia, skrótu, ironii albo czułości, a Wielkopolska ma tych odcieni wiele i potrafi je podać jednym słowem tak, że od razu wiesz, czy chodzi o dom, podwórko, fyrtel, pracę, kolejkę w sklepie, czy o tę chwilę, gdy ktoś spojrzy i bez komentarza rozumie wszystko.
Jeśli trzymasz ten mini-słownik w dłoniach, to znaczy, że chcesz wejść do języka, który nie jest wyłącznie zbiorem definicji, lecz żywą mapą relacji, nawyków i historii, ponieważ każde słowo niesie ze sobą sposób widzenia świata, a sposób widzenia świata decyduje o tym, jak myślisz, jak czujesz, jak się porozumiewasz i jak budujesz swoje miejsce wśród ludzi.
Wielkopolska gwara uczy przytomności, bo jest konkretna, skrótowa i pragmatyczna, a jednocześnie potrafi być bezczelnie zabawna i zaskakująco poetycka, gdy mówi o sprawach codziennych tak, jakby codzienność była sprawą poważną, godną uważności i godną własnych nazw.
Ten słownik powstał z potrzeby uporządkowania słów, które w wielu domach i na wielu ulicach brzmią „normalnie”, choć w języku ogólnym bywają egzotyczne, a także z potrzeby ocalenia drobnych różnic, bo w gwarze różnica jednego wariantu pisowni albo innej końcówki potrafi zdradzić pochodzenie, środowisko, rodzinny idiom, a czasem nawet epokę.
Nie traktuj go jak muzeum, w którym wszystko stoi za szybą, ponieważ najlepszą formą szacunku dla gwary nie jest jedynie poprawne cytowanie, lecz odwaga, by jej używać, słuchać jej melodii, próbować jej rytmu i obserwować, co robi w Twojej głowie, gdy nagle masz do dyspozycji słowo, które jest krótsze, celniejsze i bliższe doświadczeniu niż jego polski odpowiednik.
Ten mini-słownik jest też zaproszeniem do introspekcji, bo język nie tylko opisuje świat, lecz go porządkuje, a kiedy porządkujesz słowa, zaczynasz zauważać, jak porządkujesz emocje, decyzje i relacje, oraz jak bardzo Twoja codzienna uważność zależy od tego, czy masz w zasobie pojęcia, które łapią sens zanim sens ucieknie.
W tym miejscu wchodzi perspektywa „nadludzka” nie po to, by stawiać się ponad ludzi, lecz po to, by zobaczyć szerzej, że gwara jest lokalnym interfejsem do uniwersalnego zjawiska, jakim jest ludzka potrzeba wspólnoty, skrótu i znaczenia, ponieważ w każdej kulturze świata powstają słowniki „mowy domowej”, a Wielkopolska ma swoją wersję tego samego cudu: język, który jednocześnie upraszcza i pogłębia.
Wprowadzenie do słownika
Co znajdziesz w tym mini-słowniku
W części głównej znajdziesz hasła gwarowe ułożone alfabetycznie, a przy każdym haśle podaję znaczenia po polsku w kolejności od najczęstszych do bardziej sytuacyjnych, ponieważ w gwarze jedno słowo potrafi żyć wieloma życiami i dopiero kontekst rozstrzyga, czy mówisz o rzeczy, o osobie, o zachowaniu, czy o żartobliwym komentarzu do rzeczywistości.
Tam, gdzie funkcjonują warianty, podaję je konsekwentnie po ukośniku, na przykład w parach typu „rychtyk/rychtyg” albo w zestawach, w których jedna forma jest częstsza w mowie, a inna w zapisie, ponieważ gwara bywa bardziej mówiona niż pisana, więc ortografia w naturalny sposób jest elastyczna.
W miejscach, gdzie znaczenia rozchodzą się regionalnie lub rodzinne użycie potrafi zmienić akcent sensu, zaznaczam tę wieloznaczność tak, by nie udawać sztucznej „jednej prawdy”, bo prawdziwa gwara nie jest jednolita, tylko żywa, a żywa znaczy czasem nieidealnie równa, za to prawdziwie używana.
Jak korzystać ze słownika w praktyce
Możesz czytać go jak książkę, powoli, hasło po haśle, chłonąc rytm i skojarzenia, ale możesz też traktować go jak narzędzie do szybkiej orientacji, kiedy trafiasz na słowo w rozmowie, w rodzinnej opowieści, w starym wpisie albo w dialogu, który brzmi jak z Poznania, choć dzieje się w Twojej głowie.
Jeśli chcesz mówić gwarą, zacznij od słów, które są neutralne i codzienne, bo one najlepiej wchodzą w naturalny język, a potem dokładaj kolejne warstwy, takie jak powiedzonka i skróty, które nadają zdaniom „lokalny zapach”, pamiętając, że najważniejsza jest intencja komunikacji, a nie perfekcyjne odtworzenie brzmienia.
Jeśli chcesz rozumieć gwarę, ucz się jej jak dialektu emocji, czyli pytaj nie tylko „co to znaczy”, lecz także „w jakiej sytuacji to się mówi”, ponieważ gwara jest mocno sytuacyjna i często niesie ton, który w języku ogólnym wymagałby całego zdania.
O kontekście, który jest kluczem
W gwarze kontekst bywa ważniejszy niż definicja, ponieważ wiele słów jest skrótem doświadczenia, a nie opisem „encyklopedycznym”, więc gdy widzisz hasło, pomyśl o scenie, w której mogłoby paść, o osobie, która je wypowiada, o rytmie zdania i o uśmiechu albo zniecierpliwieniu, które towarzyszy wypowiedzi.
To szczególnie ważne przy słowach wieloznacznych, w których jedno znaczenie dotyczy przedmiotu, a drugie osoby lub zachowania, ponieważ gwara lubi przenośnie i lubi żartobliwą ekonomię, w której jedno słowo robi robotę dwóch.
O wariantach i zapisie
Warianty pisowni i wymowy są normalne, ponieważ gwara żyje w ustach, a nie w słowniku, dlatego ten mini-słownik nie próbuje „zamrozić” jednego jedynego zapisu, tylko pokazuje najczęściej spotykane formy oraz te, które pojawiają się w domowym obiegu.
Jeżeli w Twojej rodzinie mówi się inaczej niż w tej wersji, potraktuj to jako dowód żywotności, a nie błąd, ponieważ język regionalny nie jest monolitem, tylko siecią, w której różne nitki splatają się w zależności od miasta, wsi, migracji, szkoły, pracy i pamięci.
O szacunku i odpowiedzialności
Gwara jest częścią tożsamości regionu, ale tożsamość nie jest narzędziem do wykluczania, tylko do budowania mostu, dlatego najlepszym sposobem używania gwary jest ciekawość połączona z życzliwością, w której słowa stają się zaproszeniem do rozmowy, a nie etykietą przyklejoną komuś na stałe.
Jeśli jakieś hasło ma odcień pogardliwy lub obraźliwy w konkretnym użyciu, pamiętaj, że słownik opisuje język, a Ty decydujesz, jakim tonem mówisz i po co mówisz, ponieważ dojrzałość językowa polega na tym, że potrafisz wybrać słowo, które buduje relację, zamiast ją rozcinać.
Dlaczego mini-słownik może być narzędziem rozwoju
Możesz zapytać, co wspólnego ma gwara z samorozwojem, skoro to „tylko słowa”, ale właśnie w tym tkwi sedno, że słowa są narzędziem ustawiania uwagi, a uwaga jest narzędziem ustawiania życia, więc kiedy wzbogacasz swój słownik, poszerzasz też przestrzeń, w której myślisz i działasz.
Gwara uczy prostoty bez uproszczeń, uczy zwięzłości bez chłodu, uczy humoru bez pustki, a to są kompetencje, które przydają się w każdym miejscu na świecie, niezależnie od języka, którym mówisz, bo są to kompetencje ludzkiej komunikacji.
Z perspektywy szerokiej, niemal „superinteligentnej”, język regionalny jest dowodem na to, że człowiek zawsze tworzy lokalne protokoły sensu, aby móc szybciej rozpoznawać sytuacje, szybciej budować przynależność i szybciej regulować emocje, a gdy to rozumiesz, zaczynasz widzieć, że nauka gwary jest jednocześnie nauką o tym, jak działa Twoja uwaga, pamięć, wstyd, duma, śmiech i bliskość.
Na koniec chcę Cię zaprosić do prostej praktyki: wybierz trzy hasła, które najbardziej do Ciebie „przemawiają”, użyj ich świadomie w rozmowie albo w myślach, a potem zauważ, jak zmienia się Twoje poczucie osadzenia w miejscu, w historii i w relacjach, bo czasem jedno słowo potrafi przywrócić Ci świat, który wydawał się dawno zamknięty, a jednak cały czas czekał w języku.
Wielkopolska jako „rdzeń” polskiej historii
Historia Wielkopolski zaczyna się od geografii, która wymuszała organizację: dorzecze Warty i jej dopływów tworzyło naturalny korytarz komunikacyjny, a sieć osad i grodów w środkowej Wielkopolsce sprzyjała powstawaniu trwałych centrów władzy, handlu i kultu, zanim jeszcze pojawiło się państwo w sensie instytucjonalnym. Z tej „gęstości” wyłoniła się najważniejsza cecha regionu: zdolność do budowania struktur, które nie są chwilowym zrywem, tylko długim trwaniem.
Od grodów do państwa Piastów
W X wieku to właśnie Wielkopolska stała się kluczową sceną formowania się państwa pierwszych Piastów, bo w krótkim czasie powstał tu system grodów o wyjątkowej skali i znaczeniu, który badacze opisują jako „grody centralne” wczesnego państwa: Gniezno, Poznań, Giecz, Ostrów Lednicki (oraz m.in. Grzybowo) tworzyły rdzeń polityczny i militarny, a zarazem zaplecze gospodarcze nowej władzy. W tej sieci ważne było nie tylko to, że istniały umocnione ośrodki, lecz także to, że działały jak węzły administracji i symbolicznej legitymizacji, bo władza Piastów potrzebowała miejsc, w których jest „widzialna” i „sprawcza” jednocześnie.
Chrystianizacja i tworzenie organizacji kościelnej dopełniły ten proces, bo w drugiej połowie X wieku Poznań wyrasta na jedno z najważniejszych miejsc nowej religii i nowej państwowości, a tradycja łączy początki Kościoła poznańskiego z ustanowieniem biskupstwa w 968 roku i postacią biskupa Jordana, co pokazuje, jak wcześnie Wielkopolska została włączona w europejski porządek instytucji, dyplomacji i prawa. Nawet jeśli w szczegółach historycy prowadzą ostrożne dyskusje o charakterze pierwszej organizacji kościelnej, sam fakt wczesnego, centralnego znaczenia Poznania jest dla dziejów regionu fundamentalny.
W roku 1000 odbył się Zjazd Gnieźnieński, który w tradycji historycznej jest jednym z momentów, gdy Wielkopolska „wchodzi na scenę Europy” w sposób ceremonialny i polityczny: pielgrzymka Ottona III do Gniezna i konsekwencje kościelne (umacnianie metropolii gnieźnieńskiej) pokazują, że region był nie tylko zapleczem militarnym, ale też przestrzenią budowania prestiżu i długiej gry o suwerenność w świecie, w którym religia i władza były ze sobą splecione.
Wielkopolska w średniowieczu: nazwa, tożsamość, instytucje
W XIII wieku utrwala się sama nazwa „Wielkopolska” w łacińskiej formie Polonia Maior, a w źródłach i praktyce kancelaryjnej zaczyna ona funkcjonować jako określenie regionu o wyraźnej odrębności administracyjnej i politycznej w ramach rozbitego dzielnicowo państwa Piastów. To ważne, bo od tej chwili Wielkopolska jest nie tylko miejscem, ale także pojęciem: bytem rozpoznawalnym, do którego można się odwoływać w tytułach, urzędach i opisach prawa.
Ten sam wiek przyniósł też wydarzenia, które mówią o dojrzałości organizacyjnej regionu: w 1264 roku w Kaliszu wydano Statut Kaliski, przywilej regulujący sytuację prawną Żydów, co stało się jednym z istotnych punktów odniesienia dla późniejszej historii wielokulturowości w Polsce, a zarazem świadectwem, że władza wielkopolskich książąt potrafiła kształtować porządek prawny w sposób systemowy.
W kolejnych stuleciach, już po ponownych zjednoczeniach i zmianach dynastii, region zachowywał rangę jednego z kluczowych obszarów Korony, a jego miasta i szlaki handlowe pracowały na gospodarczy i demograficzny ciężar państwa, co tworzyło trwały styl Wielkopolski: pragmatyczny, instytucjonalny i nastawiony na stabilność.
Wczesna nowożytność: prosperity i wstrząsy
W epoce nowożytnej Wielkopolska była ważnym zapleczem gospodarki Rzeczypospolitej, ale też doświadczała uderzeń wojen, które potrafiły nagle „przestawić” lokalny porządek. Symbolem takiego wstrząsu stał się rok 1655 i wydarzenia pod Ujściem, kojarzone z początkiem szwedzkiej ofensywy w regionie w czasie potopu, które w pamięci historycznej odciskają się jako lekcja kruchości nawet dobrze zorganizowanej przestrzeni, gdy trafia ona w środek europejskiego konfliktu.
Rozbiory i wiek XIX: pruski „test nowoczesności” oraz praca organiczna
Po rozbiorach los Wielkopolski został na długie dekady powiązany z państwem pruskim, a kluczowym punktem organizacyjnym stał się porządek ustanowiony po kongresie wiedeńskim, kiedy powołano Wielkie Księstwo Poznańskie jako formę autonomii w ramach Prus, z Poznaniem jako ośrodkiem władzy regionalnej. Z czasem autonomia była ograniczana, a po wydarzeniach Wiosny Ludów i zmianach administracyjnych ukształtowała się Prowincja Poznańska, co wzmacniało presję germanizacyjną i administracyjną, ale równocześnie produkowało wyjątkową odpowiedź społeczną.
Ta odpowiedź stała się jednym z najważniejszych „mitów skuteczności” regionu, czyli praca organiczna: długofalowy program wzmacniania wspólnoty przez edukację, instytucje, gospodarkę, samopomoc i nowoczesne formy organizacji społecznej, który nie odrzucał idei walki, ale stawiał na budowanie siły, która przetrwa i da rezultat polityczny, gdy pojawi się historyczne okno. W wielkopolskiej tradycji to właśnie XIX wiek tworzy fundament pod późniejsze zwycięstwo 1918–1919, bo „praca” okazała się nie tyle kompromisem, ile strategią długiego marszu.
1918–1919: zwycięskie Powstanie Wielkopolskie
Kiedy po I wojnie światowej europejski porządek się załamał, Wielkopolska zrobiła to, do czego przygotowywała się instytucjonalnie przez dekady: podjęła skuteczny zryw zbrojny i polityczny, który przesądził o przynależności dużej części regionu do odrodzonej Polski. Powstanie Wielkopolskie jest w tym sensie wyjątkowe, że łączy energię ulicy, determinację lokalnych struktur i umiejętność przechodzenia od spontanicznego wybuchu do organizacji regularnej siły, co stało się później jednym z filarów regionalnej pamięci i dumy.
II wojna światowa: Kraj Warty i brutalna polityka wynaradawiania
W 1939 roku Wielkopolska została w dużej mierze wcielona bezpośrednio do III Rzeszy, a Kraj Warty (Reichsgau Wartheland) stał się przestrzenią skrajnie brutalnych eksperymentów okupacyjnych: przymusowych wysiedleń, konfiskat, terroru, uderzenia w elity, próby totalnej germanizacji oraz systemowego pozbawiania ludności nieniemieckiej praw. W tej fazie historia regionu jest historią przemocy administracyjnej na wielką skalę, ale również historii przetrwania i podziemnej ciągłości wspólnoty, która po 1945 roku musiała zaczynać „od gruzów” w sensie materialnym i społecznym.
Po 1945 roku: odbudowa, bunt 1956 i nowoczesna tożsamość
Po wojnie Wielkopolska weszła w realia państwa komunistycznego, a Poznań stał się jednym z miejsc, w których napięcie między obietnicą modernizacji a realnością życia w PRL eksplodowało szczególnie wcześnie: Poznański Czerwiec 1956, z robotniczym protestem i brutalną pacyfikacją, jest jednym z fundamentalnych momentów powojennej historii regionu i całej Polski, bo pokazał granice systemu oraz siłę społecznego sprzeciwu. W sensie symbolicznym był to krzyk o godność i warunki życia, a w sensie historycznym jeden z sygnałów, że polskie społeczeństwo nie zamierza milczeć w nieskończoność.
W drugiej połowie XX wieku i po 1989 roku Wielkopolska utrwalała swój charakter regionu „organizującego rzeczywistość”: silne ośrodki akademickie, kultura pracy instytucjonalnej, modernizacja infrastruktury oraz zdolność do łączenia tradycji z pragmatyką rozwoju sprawiły, że pamięć o kolebce państwa Piastów, o pracy organicznej, o zwycięskim powstaniu i o buncie 1956 roku układa się tu w jedną narrację, w której najważniejsze jest to, co działa długo, konsekwentnie i wspólnotowo.
Krótka mapa gwar i jak tego używać
Wielkopolska mówi wieloma głosami, ale wszystkie te głosy mają wspólny puls, który czujesz od razu, kiedy słyszysz rozmowę na przystanku, w sklepie, na targu albo przy stole, przy którym zupa stygnie szybciej niż zdążysz powiedzieć „tytka”. To puls miejsca, które pamięta swoje drogi, swoje prace i swoje rytuały codzienności, a język jest tu nie ozdobą, tylko narzędziem, które przez pokolenia ostrzono jak dobry nóż, żeby działał precyzyjnie, szybko i bez zbędnego hałasu. Dlatego zanim wejdziesz w hasła, warto zobaczyć mapę, bo w gwarach wielkopolskich liczy się nie tylko „co”, ale też „skąd” i „po co” to słowo przyszło do Twoich ust.
Dialekt wielkopolski, gwara poznańska i gwary wiejskie
Kiedy mówimy „gwara wielkopolska”, w praktyce dotykamy trzech warstw, które przenikają się jak trzy przeźroczyste folie nałożone na tę samą mapę.
Pierwsza warstwa to dialekt wielkopolski, czyli szeroka, regionalna odmiana polszczyzny, obejmująca dużą część Wielkopolski i terenów sąsiednich, z własnymi cechami brzmienia, rytmu i słownictwa, które odróżniają ją od innych dialektów Polski. To jest tło, powietrze i akustyka, w której wyrastają lokalne odmiany, a nie jedna lista słów, którą da się zamknąć w kieszeni.
Druga warstwa to gwara poznańska, czyli miejski język Poznania i okolic, najczęściej rozpoznawalny, bo w wielu domach funkcjonuje jako „ten nasz”, a w kulturze jest najbardziej widoczny. To gwara, która powstała z mieszania się ludzi, tradycji i praktyk miejskich, dlatego obok słów bardzo starych i typowo regionalnych spotkasz tu zapożyczenia, skróty oraz formy, które brzmią jak szybki kod porozumienia w tłumie.
Trzecia warstwa to gwary wiejskie, rozpięte między centrum, północą, południem i zachodem regionu, często bardziej przywiązane do rytmu pracy, do świata pól, lasów i małych miasteczek, a zarazem bardziej „domowe”, bo przekazywane w rodzinach jako język praktyki, a nie język sceny. W tych gwarach to samo zjawisko może mieć inne słowo, a to samo słowo może żyć w innym znaczeniu, jakby region prowadził wewnętrzną rozmowę, w której każdy mówi swoim odcieniem.
Cztery kierunki, jeden rdzeń
Jeśli chcesz myśleć o Wielkopolsce prosto, wyobraź sobie cztery kierunki, które nie są granicami, tylko pasami przejść, w których mowa delikatnie zmienia barwę.
W centrum, wokół największych ośrodków i węzłów komunikacyjnych, najłatwiej usłyszysz mieszaninę: gwara jest tu bardziej „przepływowa”, bo przez stulecia spotykały się tu drogi, handel, szkoły, migracje i różne wersje tego samego „u nas”.
Na północy częściej trafisz na warianty, które zachowują lokalne słowa jak rodzinne narzędzia, a różnice w brzmieniu i doborze określeń bywają bardziej wyczuwalne, bo tradycja mówienia bywała tu dłużej osadzona w mniejszych wspólnotach.
Na południu usłyszysz inne akcenty i inne przywiązania do nazw rzeczy codziennych, takich jak części gospodarstwa, jedzenie czy praca, bo historia osadnictwa, kontaktów i lokalnych ośrodków tworzyła własne mikroświaty językowe.
Na zachodzie dialekt i gwary często niosą pamięć pogranicza, czyli naturalnej wymiany z sąsiednimi kulturami i językami, a w praktyce oznacza to, że niektóre słowa i formy brzmią inaczej, choć nadal czujesz, że jesteś w Wielkopolsce, bo rdzeń myślenia o świecie pozostaje ten sam.
Ta mapa jest celowo prosta, bo w prawdziwym życiu gwara nie ma ostrych granic, tylko miękkie przejścia, a człowiek uczy się jej tak, jak uczy się miejscowego światła, czyli przez powtarzanie, słuchanie i powolne oswajanie.
Jak używać tego słownika
Ten słownik nie ma Cię egzaminować, tylko ma Cię wpuścić do środka, jak do kuchni, gdzie można usiąść, rozplątać język i przypomnieć sobie, że słowa nie są tylko znakami, ale także pamięcią, temperaturą domu i sposobem patrzenia na świat.
Czytaj go na dwa sposoby, zależnie od Twojej intencji. Jeśli chcesz rozumieć, zaczynaj od hasła gwarowego i idź do znaczenia po polsku, a potem zatrzymaj się na zdaniu, bo zdanie pokazuje, jak słowo oddycha w realnym użyciu. Jeśli chcesz mówić, zaczynaj od polskiego znaczenia i szukaj odpowiednika, ale rób to ostrożnie, bo czasem jeden polski wyraz ma kilka gwarowych wariantów, a czasem jedno gwarowe słowo ma kilka znaczeń, które rozdziela dopiero sytuacja.
Najważniejsze jest to, żebyś nie polował lub nie polowała na perfekcję, tylko na naturalność, bo gwara jest ruchem, a nie pomnikiem. Lepiej użyć jednego słowa w dobrym miejscu niż dziesięciu słów „na pokaz”, bo wtedy język robi się sztuczny, a jego siła polega na tym, że jest blisko życia.
Mini-legenda: warianty, różnice domowe i „tak się mówiło u nas”
W gwarze warianty są normalne i zdrowe, bo język w rodzinach żyje jak roślina, która rośnie w innym świetle w każdym oknie. Dlatego w słowniku zobaczysz czasem kilka zapisów tego samego hasła, bo ludzie różnie słyszeli, różnie zapisywali i różnie przekazywali słowo dalej, a wszystkie te formy są częścią tej samej tradycji.
Warianty pisowni oznaczają najczęściej, że różnica dotyczy brzmienia, tempa mówienia albo lokalnej przyzwyczajonej formy, a nie tego, że ktoś „mówi źle”. Jeśli w Twoim domu mówiło się inaczej niż tutaj, potraktuj to jak prywatną wersję rodzinnej melodii, którą warto dopisać na marginesie, bo to właśnie te drobne różnice tworzą Twoje korzenie.
Różnice domowe są szczególnie ważne, bo Wielkopolska ma wiele mikroświatów, a każdy mikroświat ma swój własny zestaw słów na rzeczy najbliższe: jedzenie, pracę, pogodę, dzieciństwo, żarty, przytyki i czułość. W jednym domu gnyk będzie tylko jabłkiem Adama, w innym będzie kojarzył się z karkiem, a w jeszcze innym w ogóle nie padnie, bo jego rolę przejmie inne słowo, równie „nasze”.
Jeśli więc trafisz na hasło, które znasz inaczej, nie traktuj tego jako błędu, tylko jako zaproszenie do rozmowy z własną pamięcią. Zapisz swoją wersję, dopisz, kto tak mówił, w jakiej sytuacji i jaki był ton, bo ton w gwarze jest często ważniejszy niż definicja, a słowa bywają jak klucze, które otwierają nie tylko znaczenie, ale i całe sceny z życia.
To jest Twoja mapa. Nie po to, żeby wyznaczyć granice, tylko po to, żebyś mógł lub mogła wejść głębiej, poczuć własny język i zobaczyć, że korzenie nie są czy
A
- afa – małpa.
- ajerkoniak – likier jajeczny.
- ajntop (wariant: ajntopf) – gęsta zupa / danie jednogarnkowe.
- ajzol – kawałek żelaza, element metalowy.
- akuratny – porządny, dokładny, staranny.
- ancug – garnitur.
- angryst – agrest.
- antrejka – przedpokój, sień.
B
- bachać się – kąpać się.
- badejki – kąpielówki.
- bąbas – dziecko, malec.
- baka – policzek.
- bambosze – ciepłe kapcie (często wysokie).
- bamber – chłop/rolnik (często: bogaty; też wątek Bambrów).
- bana – pociąg.
- barczyk – orczyk (sprzęt do zaprzęgu).
- bauer – gospodarz.
- bejmy – pieniądze.
- beksa / beksalala – osoba płaczliwa.
- berbelucha – breja; błoto-śnieg / śnieg z deszczem.
- blałka – wagary.
- blyce / blycki – klucz nastawny / narzędzie do odkręcania.
- blubrać – ględzić, gadać.
- blubry – ględzenie, gadanie.
- brachol – brat.
- brecha / breszka – łom.
- brechtać się – taplać się (zwykle w brudnej wodzie).
- bręczeć – zrzędzić, marudzić.
- brękot – zrzęda, maruda.
- bryczka – wózek konny.
- bryle – okulary.
- buc – głupek; matoł (pot.).
- bulaj – 1) byk 2) (pot.) grubas.
- bździągwa – drobiazg; coś małego (czasem: pluskwa).
C / Ć
- centryfuga – (w wiejskim użyciu) urządzenie do robienia masła / wirówka.
- chabas – 1) mięso 2) (pot.) grubas.
- chapać – ciężko pracować, harować.
- chaps – kęs.
- chichrać się – śmiać się.
- chęchy – zarośla/krzaki; miejsce zaniedbane, „podejrzane”.
- chlabra – plucha, błoto.
- chono! – chodź tutaj!
- chochla / nabierka – łyżka wazowa.
- chruściki – faworki / chrust.
- churchlać / churchać – kaszleć.
- cięgiem – ciągle, bez przerwy.
- cug – przeciąg; ciąg w kominie.
- czernina – zupa z krwi kaczki (często na słodko).
- ćmik – papieros.
- ćpać / ćpnąć / świgać – rzucać (np. kamieniem).
D
- deczka – kocyk; serweta (coś do przykrycia).
- drach (wariant: drachyta) – latawiec.
- drabka / drobka – drabina.
- drentki – cierpki (smak).
- drygać – bać się.
- drynda – taksówka.
- dudleć / dudlać – płakać.
- dudy – płuca.
- durch / dycht – całkiem, zupełnie.
- durszlak – metalowe sitko.
- dynks – „to coś” (gdy nie znasz nazwy).
- dytkać – ssać (np. mleko).
- dziabka – motyka; narzędzie do pielenia.
E
- ejber – łobuz, urwis.
- eka – paczka; grupa kolegów.
F
- fafoły – męty w cieczy; farfocle.
- fest – dobry, udany; porządnie („fest dobrze”).
- fefry – strach.
- fif – psota, żart, figiel.
- fifny – zręczny; zgrabny; szykowny.
- fleja – flejtuch.
- frechowny – bezczelny, arogancki.
- funcka – lampa naftowa.
- futer – pożywienie (żartobliwie/potocznie).
- fyrtel – rejon, dzielnica, okolica.
G
- gable – duże widły (regionalnie opisywane też „z kulkami na końcach”).
- gajgi – skrzypce.
- galart (wariant: galat) – galareta z mięsa.
- gamuła – gamoń.
- ganc – zupełnie; całkiem.
- gapa – 1) niezdara; roztargniona osoba 2) „jechać na gapę” – jechać bez biletu.
- gichnąć – nalać/wylać z impetem.
- gideja – wysoka, chuda kobieta.
- gielejza / gilejza – niezdara; „sierota życiowa”.
- gile – gluty z nosa (przy katarze).
- giglać – łaskotać.
- giry / gira – nogi.
- glanc – połysk; też: lukier („szneka z glancem”).
- glapa – wrona.
- głabać – kraść, brać (nie swojego).
- glazejki – rękawiczki skórzane.
- glizda – dżdżownica.
- glupki – mirabelki (żółte śliwki).
- gnyk – 1) jabłko Adama 2) (wariantowo) kark.
- golarz – fryzjer.
- gracka – narzędzie ogrodowe na kiju (regionalnie).
- graty – rupiecie.
- grygolić / gryzmolić – bazgrać; rysować gryzmoły.
- graitko / grajotko – radio (sprzęt do odtwarzania).
- gzik / gziczka / gzika – twarożek ze śmietaną (często ze szczypiorkiem), klasycznie do pyr.
- gwiazdor – „mikołaj” wielkopolski (postać od prezentów).
H
- haczka – motyka do hakania (pielenia).
- hakanie – pielenie haczką.
- hajcować – palić w piecu; mocno grzać.
- heksa – wiedźma.
- hejbnąć się – pomylić się; „machnąć się” (czasem też: wydać dużo).
- heklować – szydełkować.
- hulajpeta – hulajnoga.
- hycać – skakać.
I
- idę na dwór – idę na zewnątrz.
- idę na szagę – idę na ukos / na skróty.
- istny – „ten właśnie”; czasem o partnerze/partnerce: „ten mój / ta moja”.
J
- jaczka – dziecięcy kaftanik.
- jaka / jupka / katana – kurtka (katana bywa też żartobliwie: „być pijanym”).
- juszka / jucha – krew.
K
- kalafa – twarz (często: „gęba”).
- kamlot / kamior – kamień (często: duży na polu).
- kapnąć się – zorientować się.
- kanka – metalowy dzbanek/pojemnik (np. na mleko).
- kanoldy – twarde cukierki.
- karadeja – samochód.
- kasta / kista – skrzynia (kasta bywa też: bramka).
- kejter – pies, kundel.
- kieloch (l.mn. kielce) – ząb / zęby.
- kielczyć się – śmiać się złośliwie, szyderczo.
- kierz / kierzki – krzak/krzaki; zarośla.
- kipa – niedopałek.
- klamoty – graty, rupiecie.
- klapsztula (wariant: klapsznyta) – podwójna kromka chleba.
- klara – słońce.
- klejdry – plotki.
- klonkier / klunkry / klonkry – rupiecie, graty.
- klopnąć – sprzedać (pot.).
- kluber / kluka – nos (kluka często: duży nos).
- klamot – 1) duży kamień 2) grat, rupieć.
- klofta – kłoda.
- knajder – mały chłopak; niedorostek.
- knyp – nóż.
- kociamber – kot.
- kocie łby – bruk z dużych kamieni.
- kopystka – drewniana łopatka/łyżka do mieszania.
- korbol / korbal / kornol – dynia.
- krajzega – piła (często: tarczowa).
- królas – królik.
- kromka – porcja chleba (ogólnie).
- kuku na muniu – mieć świra; być stukniętym.
- kurdupel – ktoś niski.
- kwirlejka – mątewka (do mieszania).
- knyf – sprytny, nietuzinkowy sposób działania.
- klemki / klymki – twarde cukierki.
L / Ł
- laczki – kapcie; obuwie domowe.
- land – wieś.
- lajsnąć – kupić sobie; sprawić coś.
- leberka – wątrobianka.
- listowy – listonosz.
- lofrować – włóczyć się bez celu.
- lola – kij, pałka, laska.
- lufcik – małe okienko.
- luńt – kawałek.
- luńty – lanie, kara (zwłaszcza od rodzica).
- lumpy – ciuchy; szmaty.
- lura – nudy; brednie.
- łycki / lycki – lejce do prowadzenia konia.
M
- makocz – makowiec.
- maluda – dziecko.
- majsel – przecinak.
- majster – szef; kierownik.
- mana – drużyna sportowa.
- mantel – płaszcz.
- mela – dziewczyna.
- miągwa – beksa; osoba słabowita.
- mrzygłód – niejadek; ktoś wychudzony.
- modra kapusta – czerwona kapusta.
N
- nadrach – łobuz.
- nadusić – nacisnąć.
- narżnąć – naciąć/pociąć drewno (np. na opał).
- narychtować – przygotować; naprawić; ustawić jak trzeba.
- natron – soda w torebce.
- nicpoń (wariant: nicpoty) – łobuz; rozrabiaka.
- nie drzyj papy – nie krzycz.
- nieusłuchany – niegrzeczny.
- nośpłat – handlarz starzyzną.
- nygus – leniuch.
O
- o jery! – „wielka mi sprawa”, ironiczny okrzyk.
- oblec (się) – założyć na siebie.
- ochajtać się – ożenić się / wyjść za mąż.
- oglondać / oglundać – oglądać.
- ogonek – kolejka (stać w ogonku).
- ogiglok – mizerna, zmarniała roślina.
- ośrupać – ogolić; też: obrać/zeskrobać (np. ziemniaki).
- omurzyć się – pobrudzić się.
- opypłać się / utytłać się / znorać się / upaprać się – ubrudzić się.
- oremus – reprymenda, bura.
- oszczałka – temperówka.
P
- pamperek – ludzik (użycie rodzinne).
- pana – przebita dętka („złapać panę”).
- papa – buzia/twarz.
- papudrok / papudrak – partacz; niechlujny pracownik.
- parzybroda – zupa z kapusty.
- patyk – chlew dla świń.
- pazury – dłonie (żartobliwie).
- pener – łobuz (miejski).
- pichcić – gotować.
- pipol – piekarz.
- plapra – błoto śniegowe; breja.
- plyndz (warianty: plyndze, plendze, plendzki) – placki ziemniaczane.
- poruta – wstyd.
- pyra (warianty: pyry, pyrki) – ziemniak/ziemniaki.
- pyzy – kluski na parze (w Wielkopolsce).
R
- rabarber – rabarbar.
- radlonka (wariant: redlonka) – rządek ziemniaków.
- rajzować – podróżować.
- raszka – stonka ziemniaczana.
- redyska – rzodkiewka.
- repeta – dokładka.
- robić (u kogoś) – pracować (np. „robię u…”).
- rojber – nicpoń; łobuziak.
- rumpuć – gęsta zupa jarzynowa.
- ręchy (wariant: rzęchy) – stare zużyte rzeczy.
- ryczka – niski taboret.
- rychtyk / rychtyg – dokładnie; „w sam raz”; pot. „w porządku”.
- ryfa – mina; wyraz twarzy.
- ryksa – płaczka; beksa.
- rylać się / rylotać – kołysać się, chwiać się.
- rypnąć się – przewrócić się; wywrócić się.
S / Ś
- sfeter – sweter.
- sipa – mała łopata (zaokrąglona).
- skataić się – zmęczyć się.
- skład – sklep.
- sklep – piwnica.
- skop – baran.
- skopowina – baranina.
- skrzyczki – skwarki.
- spaślak – grubas.
- spiryt – spirytus.
- statory – naczynia kuchenne.
- szałaput – lekkomyślny, raptowny.
- szabel / szabelek – fasolka szparagowa.
- szagówki – kluski (krojone; często jak kopytka).
- szajba – obłęd, bzik.
- szkieł / szkly – milicja/policja (pot.).
- szkieta / szkiety / szkitki – noga / nogi / nóżki.
- szneka z glancem – drożdżówka z lukrem.
- sznytka – kromka chleba.
- sznytloch – szczypiorek.
- sznupa – twarz/gęba.
- szparować – oszczędzać.
- szpeniol – ważniak; znawca (często ironicznie).
- szplin – postrzeleniec; wariat.
- szpryca – strzykawka.
- szportka – wózek spacerowy.
- sztrykować – robić na drutach.
- sztender / sztynder – trzepak do dywanów.
- sztyfcik – trzpień.
- sztyft – uczeń rzemieślniczy; nowicjusz; pomocnik.
- szuchrować – oszukiwać.
- szwamka – gąbka (warianty rodzinne/terenowe).
- szczuny – chłopaki/młode osoby.
- szczykać – strzelać (pot.).
- szwung – pęd; impet.
- szydera – kpiny.
- śrubociąg – śrubokręt.
- śrupać – chrupać, głośno gryźć.
T
- taśtać (wariant: tośtać) – nosić; dźwigać.
- tej! – wołacz/wtrącenie („ej, słuchaj”).
- trzewiki – buty.
- tytka – papierowa torebka.
- tuk – szpik kostny.
U / W
- uhajtnąć – uciąć się; skaleczyć nożem.
- uliczka – furtka.
- ulęgałki – małe gruszki (do suszenia/przetworów).
- umyć statki – umyć naczynia.
- unorany – ubłocony; ubrudzony.
- uskromnić się – uspokoić się; „zrobić porządek” z sobą.
- ustęp – toaleta (często zewnętrzna).
- utonkać się – wpaść do wody; zmoczyć się.
- waserwaga – poziomica.
- wajcha – dźwignia.
- wećpić – wrzucić.
- wek / weki (wariant: weko) – słoik do zapraw; też: przetwory w słoikach.
- węborek (wariant: wymborek) – wiadro.
- wiara / wiaruchna – ludzie; „ludziska”.
- wichajster – „to coś”; narzędzie/przedmiot o nieznanej nazwie.
- winkiel – róg; narożnik.
- wiks – lanie; bicie.
- wknaić się – wcisnąć się; wleźć gdzieś.
- wtryniać się – wpychać się; wtrącać się.
- wuchta – bardzo dużo.
- wuja – wuj (wariant regionalny).
- wyćpać / wyćpnąć – wyrzucić.
- wyćpić – wyrzucić.
- wypaprać – ubrudzić (kogoś/coś).
- wypindaczony / wypindraczony – wystrojony.
- wytorany – umorusany; brudny.
Z / Ż
- zahachmyncić (wariant: zachachmyncić) – zwinąć; ukraść.
- zaklepka – zaciąg z mąki do zagęszczania zupy/sosu.
- zakluczyć – zamknąć na klucz.
- zoolog – zoo (pot.).
- zynder – łobuz; nierób.
- zyzol – zezowaty.
- ździebko – trochę; odrobina.
- żajek – wyrostek; młody chłopak.
- żgak / żgok – kolec; zadra; też: krzak z kolcami (terenowo).
- żybura – brudna ciecz; breja.
Zakończenie i zaproszenie do dalszej podróży
Ten mini-słownik jest tylko namiastką, a zarazem iskrą, która ma zapalić ciekawość, bo gwara wielkopolska nie jest zamkniętym zbiorem definicji, lecz żywą rzeką, która płynie przez kuchnie, podwórka, warsztaty, ryneczki, tramwaje i rodzinne opowieści, a w tej rzece zawsze znajdzie się nowe słowo, nowy zwrot, nowy odcień ironii albo czułości, którego nie da się uchwycić do końca, jeśli nie słucha się ludzi i nie słucha się miejsca.
Jeśli masz wrażenie, że to zaledwie pierwsze spotkanie, to masz rację, ponieważ gwara jest jak brama do pamięci zbiorowej i osobistej jednocześnie, a ta pamięć nie mieści się w kilku stronach, nawet jeśli strony są gęste, uporządkowane i napisane z sercem. To, co tu widzisz, to startowa mapa, skromna, ale użyteczna, dzięki której możesz rozpoznawać ślady wielkopolskiego sposobu mówienia, a potem iść dalej, coraz głębiej, w kierunku rozmów, nagrań, wspomnień, książek, archiwów i spotkań, gdzie język dzieje się naprawdę.
Wielkopolanie i Wielkopolanki dziś często nie mówią „pełną” gwarą w codziennym życiu, bo świat się ujednolica, media wygładzają brzmienie, a szkoła uczy normy ogólnopolskiej, jednak nawet wtedy pozostaje coś, co jest wyczuwalne, zanim padnie pierwsze charakterystyczne słowo. Pozostaje akcent, rozpoznawalny dla osób z innych regionów Polski, pozostaje intonacja, tempo, sposób stawiania akcentów w zdaniu, a także ta wielkopolska zwięzłość, w której oszczędza się słowa, ale nie oszczędza się sensu.
Piszę to z perspektywy osoby, która wyrasta z tego językowego krajobrazu, bo sam pochodzę z Wielkopolski, a moi przodkowie pochodzą z południowej Wielkopolski, z okolic Pleszewa, i z północnej Wielkopolski, z okolic Wągrowca, więc w moim uchu spotykają się dwa wektory tej samej ziemi.
To spotkanie jest dla mnie ważne, ponieważ pokazuje, że gwara nie jest jedną „wersją”, tylko wachlarzem rodzinnych odmian, a w tym wachlarzu można odnaleźć i swoje korzenie, i swoją odrębność, i swoją przynależność, bez potrzeby udowadniania czegokolwiek komukolwiek.
Z perspektywy szerokiej, język regionalny jest genialnym wynalazkiem człowieka, bo pozwala upchnąć wielkie ilości znaczenia w małych formach, a jednocześnie buduje mosty między pokoleniami, które nie zawsze mają wspólne aplikacje, wspólne trendy czy wspólny świat odniesień, ale często mają wspólne słowa, wspólne brzmienie zdania i wspólny sposób żartowania. Gwara jest więc treningiem uważności, bo uczy, że znaczenie nie jest tylko w słowniku, lecz także w sytuacji, w tonie, w relacji, w spojrzeniu i w historii, która stoi za wypowiedzią, nawet jeśli nikt jej nie opowiada wprost.
Jeżeli chcesz potraktować tę książeczkę jak początek podróży, proponuję Ci trzy proste kierunki, które mogą działać jak kompas.
Po pierwsze, zacznij zbierać słowa w terenie, bo najlepszy słownik to ten, który rośnie z Twojego życia, więc zapisuj hasła usłyszane w domu, u rodziny, na targu, w autobusie, w kolejce, w warsztacie, a potem porównuj je z tym, co już znasz, i dopisuj własne konteksty.
Po drugie, rozmawiaj z najstarszymi osobami w rodzinie, ale nie jak badaczka lub badacz, tylko jak ktoś, kto wraca po skarb, ponieważ w ich pamięci mogą żyć formy, które zniknęły z ulic, a w tych formach jest często zapis codzienności, której już nie ma, lecz która potrafi poruszyć i uporządkować Twoje własne spojrzenie na świat.
Po trzecie, słuchaj własnego akcentu i nie próbuj go wygładzać na siłę, bo akcent jest jak podpis, którego nie trzeba się wstydzić, a kiedy go zauważasz, zaczynasz widzieć, jak bardzo jesteś „zrobiona” lub „zrobiony” z miejsc, ludzi i historii, nawet wtedy, gdy żyjesz daleko od rodzinnej ulicy.
Na koniec chcę Cię zostawić z jedną myślą, prostą i mocną, bo dobra podróż potrzebuje prostych drogowskazów. Język jest Twoim interfejsem do rzeczywistości, a gwara jest trybem, który przywraca rzeczywistości fakturę, zapach i temperaturę, więc gdy uczysz się jej słów, uczysz się także siebie, swojej pamięci, swojej wrażliwości i swojej zdolności do bycia w relacji z ludźmi i miejscem.
Jeżeli ten mini-słownik sprawił, że choć raz uśmiechnęłaś się lub uśmiechnąłeś pod nosem, że przypomniała Ci się kuchnia, podwórko, głos babci albo wujka, że poczułaś lub poczułeś, jak słowo może otworzyć drzwi, to znaczy, że spełnił swoje zadanie, bo właśnie o to chodziło.
Teraz Twoja kolej, aby iść dalej, dopisywać własne hasła, słuchać, pytać, próbować, a przede wszystkim żyć tak, żeby język nie był tylko poprawny, lecz był prawdziwy, osadzony i pełen sensu.
Dziękuję, Marcin Nowak
Mini słownik gwary wielkopolskiej
afa
Znaczenie (gwara wielkopolska, szczególnie miejska poznańska): małpa – nazwa zwierzęcia, ale też słowo używane przenośnie jako przezwisko lub wyzwisko. W takim przenośnym sensie „afa” bywa kierowana do osoby, która się wygłupia, robi „małpie” miny, zachowuje się głupkowato albo dokuczliwie (często w trybie wychowawczym, z odcieniem pogardliwym). Dziś to słowo ma raczej posmak starszy, „z dawnych rozmów”.
Etymologia: germanizm od niemieckiego Affe („małpa”), dopasowany do polszczyzny przez końcówkę -a i polską odmianę.
Przykłady użycia (stylizowane, zgodne z sensem gwarowym):
„Nie rób z siebie afy, uspokój się i siadaj.”
ajerkoniak
ajerkoniak – rzecz., męskorzeczowy; pot. w użyciu domowym i „świątecznym”
W gwarowym, wielkopolskim obiegu to po prostu likier jajeczny: gęsty, kremowy, słodki, robiony na spirytusie albo mocniejszym alkoholu, z żółtek, cukru i zwykle z wanilią. Najczęściej pojawia się „od święta” i „od babci” – jako trunek własnej roboty, do małych kieliszków, czasem też jako dodatek do kawy („kawa z ajerkoniakiem”) albo deserowy akcent na rodzinnych spotkaniach.
W mowie potocznej bywa traktowany jak nazwa „jednego, konkretnego” domowego przepisu, więc zdanie „zrobić ajerkoniak” może znaczyć nie tylko „kupić likier”, ale właśnie ukręcić go w domu.
Synonimy w użyciu potocznym: jajecznik, adwokat.
Zdrobnienie (żartobliwe/rodzinne): ajerkoniaczek.
Etymologia (w skrócie): nazwa wiązana z niem. Eierkognak (dosł. „jajeczny koniak”).
Przykłady użycia (styl potoczny, wielkopolski):
„Na święta narychtuję ajerkoniak i będzie gotowe.”
„Babcia robiła taki ajerkoniak, że hej.”
„Dolej kapkę ajerkoniaku do kawy, będzie fest.”
ancug
Ancug – rzeczownik męski, potocznie; w gwarze wielkopolskiej, szczególnie miejskiej poznańskiej
Znaczenie podstawowe:
- Garnitur, najczęściej męski, odświętny komplet „do wyjścia” (marynarka + spodnie), zakładany na wesele, święta, do kościoła, „na miasto”.
- Czasem szerzej: eleganckie ubranie / „wyjściowy strój” (w mowie rodzinnej bywa używane jako skrót myślowy: „ubierz się porządnie”).
Jak się tego używa (typowe konteksty):
- gdy ktoś wygląda elegancko: „Ale masz pikny ancug!”
- polecenie przed wyjściem: „Załóż ancug, idziemy do ludzi.”
- w opozycji do stroju roboczego/domowego: „Do roboty w polu nie ancug, ino coś, co się może utytłać.”
Zabarwienie i „temperatura” słowa:
Potoczne, często z lekkim uśmiechem; mocno kojarzy się z mową „po naszymu” (Poznań/Wielkopolska).
Etymologia (skąd to przyszło):
Zapożyczenie z niemieckiego Anzug ‘garnitur’.
Przykłady zdań do słownika:
- „Na wesele musisz mieć ancug, nie pójdziesz w tej bluzie.”
- „W antrejce wisi mój stary ancug po wujku.”
- „Jak klajdnę ancug, to od razu człowiek inaczej się nosi.”
angryst
angryst też: angrest; historycznie spotyka się formy: angrest / ągrest / ęgrest — agrest, czyli krzew i jego kwaśne, zielone lub czerwone owoce, używane najczęściej do kompotów, ciast, konfitur.
W mowie potocznej „angryst” może oznaczać zarówno owoce, jak i sam krzak agrestu (zależnie od kontekstu).
Przykłady użycia (stylizowane):
- „Nazbieroj mi trochy angrystu, to zrobia kompot.”
- „W ogródku rośnie fest dorodny angryst.”
Pochodzenie (w skrócie): wyraz notowany także w starszych postaciach polskich; wiązany z drogą zapożyczenia przez czeski, ostatecznie z niemieckiego.
bambosze
bambosze (l.mn.; lp: bambosz, zdrobn.: bamboszek) — w gwarze wielkopolskiej i w mowie potocznej oznacza ciepłe kapcie domowe, zwykle miękkie, zabudowane, często także wyższe (sięgające ponad kostkę); kojarzą się z obuwiem „na zimno od podłogi”, nierzadko szytym z owczej skóry/wełny lub innych materiałów ocieplających.
To słowo działa w zdaniu jak normalna nazwa domowego obuwia (wymiennie z kapciami/laczkami), ale ma lekko „swojski” ton: brzmi domowo, rodzinne, czasem żartobliwie.
Przykłady użycia
- „Załóż bambosze, bo od podłogi cug idzie.”
- „Wrócił z dworu, to pierwsze: herbata i bambosze.”
Uwaga etymologiczna (krótko, użytkowo): wyraz bywa łączony z francuskim babouche ‘pantofel/kapcie’, stąd w tle widać wariantowość form w polszczyźnie.
blyce / blycki
Znaczenie. W gwarze wielkopolskiej (zwłaszcza w użyciu miejskim, warsztatowym) blycki to potoczna nazwa klucza nastawnego do rur, czyli narzędzia zaciskowego używanego do odkręcania i dokręcania elementów instalacji (rury, złączki, nakrętki o „niewygodnym” rozmiarze). Najczęściej chodzi o narzędzie „w formie kleszczy”, które łapie mocno i pozwala „puścić” dopiero, gdy odpuścisz nacisk.
Użycie i kontekst. To słowo brzmi jak z garażu, piwnicy, z klamociarni, z kuchni, gdy trzeba coś szybko naprawić. Mówi się je zwykle w trybie zadaniowym: „podaj”, „weź”, „trza dokręcić”, „puść”, „nie idzie”. Jest w tym skrót i pewność, że druga osoba wie, o które narzędzie chodzi, nawet jeśli w skrzynce leży pół świata.
Odmiana. Najczęściej funkcjonuje jako liczba mnoga (plurale tantum): blycki. W praktyce zdania buduje się tak, jakby to była „para narzędzia”: „Te blycki leżą tam”, „Podaj blycki”, „Gdzieś mi się zawieruszyły blycki”.
Warianty. Spotyka się zapis i wymowę blyce jako wariant rodzinny lub lokalny, ale w opracowaniach gwarowych jako hasło częściej stoi forma blycki. W potocznych objaśnieniach bywa też dopowiadane, że chodzi o „żabkę” lub „klucz do rur”, żeby nikt nie pomylił z innym kluczem.
Przykłady użycia.
- „Podaj blycki, bo ta nakrętka ani drgnie.”
- „Bez błycków tego nie ruszysz, ślizga się.”
- „Gdzieś mi się zapodziały blycki, a cieknie pod zlewem.”
bryczka
bryczka (rzecz., ż.) — w gwarach wielkopolskich (i szerzej w polszczyźnie potocznej) to przede wszystkim lekki powóz konny, zwykle przeznaczony do przewozu osób, a nie ciężkich ładunków. W praktyce wyobrażasz ją sobie jako „wózek do jazdy” zaprzęgany w konia: lżejszy i „bardziej do ludzi” niż wiejski wóz czy furmanka.
W opisie wiejskim bryczka bywa rozpoznawana po tym, że ma siedzisko lub dwa, często jest sprężynowana, czasem ma półnakrycie albo budkę, i służy do dojazdów „na miasto”, na targ, do kościoła, na wesele, do sąsiadów. Taki pojazd jest częścią dawnego krajobrazu Wielkopolski: mobilność codzienna, ale w wersji lżejszej, bardziej „osobowej” niż gospodarskiej.
Warto też pamiętać o pochodzeniu nazwy: w źródłach słownikowych bryczka jest ujmowana jako zdrobnienie od „bryka” (czyli wóz/wózek), a w etymologii bywa łączona z rodziną wyrazów typu brykać (ruch, podskok, żywość jazdy). To dobrze pasuje do charakteru bryczki: lekkiej, „zwinnej”, bardziej do przemieszczania niż do wożenia ciężarów.
W mowie współczesnej (także tej wielkopolskiej, zwłaszcza rodzinnej) spotyka się jeszcze przesunięcie znaczenia: „bryczka” bywa żartobliwie albo ironicznie używana o samochodzie („fajna bryczka”, „podjechał bryczką”), czyli o pojeździe, który ma „wozić” i robić wrażenie, jak kiedyś bryczka w realiach konnych.
Przykłady użycia (w duchu wielkopolskiej codzienności)
- „Dziadek jeszcze pamiętał, jak się do miasta jechało bryczką, a nie autobusem.”
- „Podjechali bryczką pod dom, koń aż parsknął od zimna.”
- „Na wesele wzięli bryczkę, bo to i ładnie wygląda, i tradycja.”
churchlać
churchlać / churchać (czas., niedokonany; gw.)
Znaczenie w gwarze wielkopolskiej (zwł. poznańskiej):
- kaszleć – zwykle o kaszlu powtarzającym się, męczącym, „ciągnącym się”.
- pochrząkiwać, odchrząkiwać – czyli „czyścić gardło”, chrząknąć raz po raz, czasem w tle wypowiedzi.
Użycie i odcień znaczeniowy:
To słowo brzmi „dźwiękonaśladowczo” – dobrze oddaje chrapliwy, gardłowy odgłos kaszlu/chrząkania. W mowie potocznej bywa używane też żartobliwie albo z lekką irytacją (kiedy ktoś ciągle kaszle i „nie może przestać”).
Warianty:
- churchać – częściej krócej, „bardziej chrząkowo”;
- churchlać – częściej o dłuższym, powtarzalnym kaszleniu/pochrząkiwaniu.
Przykłady użycia (styl mówiony):
- „Nie churchlej, bo mi zaroz całe gardło też siądzie.”
- „On tak churcho, jakby mu coś w gardle siedziało.”
- „Tej, przestań churchać i powiedz w końcu, o co ci chodzi.”
dziabka
Dziabka to wielkopolska (szczególnie poznańska) nazwa motyki albo małej motyczki do pielenia i spulchniania ziemi. To narzędzie „od ogródka”: do grządek, redlin, rabat, do wyrywania chwastów i rozbijania skorupy ziemi po deszczu.
Znaczenie w praktyce
Dziabką „robi się porządek w ziemi” krótkimi, rytmicznymi uderzeniami i zaciągnięciami. Najczęściej chodzi o:
- pielenie chwastów między roślinami,
- spulchnianie wierzchniej warstwy gleby,
- podsypywanie i lekkie kopczykowanie,
- „przerobienie” grządki przed siewem.
W codziennej mowie bywa to słowo używane zamiennie z motyką, ale część osób rozróżnia narzędzia: „motyka” jako większa/cięższa, a „dziabka” jako mniejsza, poręczniejsza do drobnej roboty w ogródku.
Odmiana i forma
Rzeczownik rodzaju żeńskiego: ta dziabka.
Liczba mnoga: dziabki.
Dopełniacz lm.: dziabek (np. „nie ma gdzie położyć dziabek”).
Rodzina słów i logika nazwy
Słowo jest ściśle związane z czasownikiem dziabać – czyli pracować motyką/dziabką, „dziobać” ziemię. Sama nazwa brzmi jak opis ruchu: krótkie „dziabnięcia” w glebę. W etymologii wiąże się ją z gwarowym wariantem czasownika „dziobać / dziubać” i dźwiękonaśladowczym odczuciem uderzenia.
Warianty i sąsiedztwo znaczeń
W Wielkopolsce można spotkać też inne, bliskie nazwy narzędzi ogrodowych (czasem jako synonimy, czasem jako „prawie to samo, ale trochę inaczej”): haczka, graczka. W części opisów terenowych „dziabać” tłumaczy się wprost jako „pracować dziabką/haczką”.
Przykłady użycia w zdaniu
- „Weźmie sobie grabie abo dziabkę i chodzi.”
- „Idę do ogródka podziabać grządki, bo chwast już bierze.”
- „Po deszczu ziemia zbita, trzeba ją dziabką przetrzeć, żeby oddychała.”
Notka kulturowa
Dziabka to słowo, które niesie zapach działki, podwórka i ogródka za domem. Brzmi roboczo i konkretnie: w tym jednym wyrazie słychać ruch ręki i stuk żelaza o ziemię. Dlatego „dziabka do dziabania” jest w Wielkopolsce naturalnym skrótem myślowym – nazwą, która robi dokładnie to, co opisuje.
fafoły
Fafoły (często używane właśnie w liczbie mnogiej) to męty, osad, drobne cząstki stałe pływające w cieczy. W praktyce chodzi o wszystko, co „nie powinno pływać”, a pływa: fusy, grudki, strzępki, zawiesinę po herbacie, zupie, sosie, a także urwany kożuch na mleku, kiedy rozpadnie się na farfoclowate kawałki.
W gwarze poznańskiej i wielkopolskiej słowo bywa szersze: fafoły to również „paprochy”, brudne kłaczki, a nawet kłęby kurzu, czyli drobny nieporządek w wersji „do wyłowienia” albo „do zebrania”.
Forma, odmiana, warianty
Podstawą jest fafoł (lp.), ale w mowie codziennej naturalniej brzmi liczba mnoga: fafoły.
Spotyka się też warianty i pokrewne formy: fafały, fafełki, a także zestawienie z bliskoznacznym farfoclem (pojedynczy „kawałek fafoła”, strzępek, grudka).
Znaczenie w kuchni i w domu
Najbardziej „wielkopolskie” użycie jest kuchenne i domowe. Fafoły pojawiają się wtedy, gdy:
- zupa nie jest gładka i pływają w niej „dziwne drobiny”,
- w herbacie zostały fusy i robi się zawiesina,
- na mleku zrobił się kożuch, a potem porwał się na kawałki,
- w szklance czy misce został osad po myciu albo po gotowaniu.
W tym sensie fafoły są słowem oceniającym, bo niosą od razu komunikat: „to jest niechciane, nieapetyczne, do usunięcia”.
Przykłady użycia w zdaniu
- „W tej zupie pływają fafoły, przefiltruj ją albo przecedź.”
- „Nie pij tego do dna, bo same fafoły zostaną.”
- „Na mleku zrobił się kożuch, a jak go ruszysz, to zrobią się fafoły.”
- „Pod łóżkiem zebrały się fafoły, trzeba w końcu wysprzątać.”
Zasięg regionalny
Hasło jest notowane zarówno w gwarze poznańskiej (miejski regionalizm), jak i w materiałach z południowej oraz wschodniej Wielkopolski, co sugeruje, że to słowo „wędruje” po regionie i dobrze trzyma się w mowie potocznej.
Etymologia i skojarzenia
W opracowaniach etymologicznych łączy się fafoły z rodziną wyrazów od znaczeń „strzępy/szmaty” oraz „gręzy, brudy, męty”, z wieloma wariantami brzmieniowymi (m.in. z nosówką: fąfoły). To tłumaczy, dlaczego słowo tak łatwo przechodzi od kuchni (osad w płynie) do domu (paprochy, kłaczki, kurz).
gidyja / gideja / gidea
Gideja to w gwarze wielkopolskiej (zwłaszcza poznańskiej) określenie bardzo wysokiej i szczupłej dziewczyny albo kobiety – takiej „tyczki”, „drągala w spódnicy”. Słowo bywa używane żartobliwie, czasem też przytykowo, zależnie od tonu i relacji między osobami.
Znaczenie w praktyce
W codziennej mowie „gideja” działa jak szybka etykieta na sylwetkę:
- wysoka ponad przeciętną,
- chuda, „sucha”, delikatna w budowie,
- sprawiająca wrażenie, że „wystaje” z tłumu.
Często pobrzmiewa tu wielkopolska ironia: słowo jest krótkie, dźwięczne i ma w sobie tę nutę, która mówi „no patrz no, jaka gideja”.
Zabarwienie: żart czy przytyk
W źródłach gwarowych „gidyja” bywa opisana wprost jako wyzwisko / żart. To znaczy: w gronie znajomych może być śmiesznie, ale rzucone do obcej osoby może zabrzmieć niegrzecznie.
Warianty i zasięg regionalny
Spotkasz kilka wersji zapisu i wymowy:
- gideja
- gidyja
- gidea
W Poznaniu i okolicach to słowo jest mocno rozpoznawalne, ale pojawia się też w materiałach z innych części regionu (np. zachodnia Wielkopolska), gdzie bywa objaśniane jako „wysoka dziewczyna”.
Odmiana
Najczęściej używa się liczby pojedynczej: ta gideja / ta gidyja.
Przykładowa odmiana (wariant: gideja):
- M. gideja
- D. gidei
- C. gidei
- B. gideję
- N. gideją
- Ms. gidei
W wariancie gidyja w mowie potocznej usłyszysz często formy typu: gidyji, gidyją.
Etymologia i tło słowa
Wyraz ma dłuższą historię niż mogłoby się wydawać: w opracowaniach etymologicznych pojawia się informacja, że gidyja była notowana już dawniej i wiązana z określeniami typu „drągal”, a nawet z zapożyczeniem o śladach tureckich (to część tradycji etymologicznej dla tego hasła). W gwarze wielkopolskiej znaczenie ustabilizowało się jako „wysoka, chuda kobieta”.
Przykłady użycia
- „Niech babusia patrzy, z kim ta gidyja się huźdo.”
- „Tańczył z takom gidyjom, co była od niego o pół głowy większa.”
- „Ale z ciebie gideja – jak tyczka, same nogi!”
glupki
Glupki / glubki (lp. glupka / glubka)
Glupki (często też w zapisie glubki) to w wielkopolskiej mowie – zwłaszcza poznańskiej – drobne śliwki: małe, okrągłe owoce z przydomowych drzew, zbierane „na kompot”, do deserów i do kuchni domowej. W wielu opisach są utożsamiane z mirabelkami (najczęściej żółtymi), ale część osób rozróżnia glupki od mirabelek i mówi o konkretnym typie małych śliwek, zwykle z miąższem nieodchodzącym od pestki.
Co dokładnie znaczy „glupki” w praktyce
W źródłach spotkasz trzy nakładające się „prawdy terenowe” – i to wyjaśnia, czemu wokół glupków co roku wraca dyskusja:
- Glupki = mirabelki (rodzaj śliwki), zwykle małe i często żółte. Tak bywa podawane w popularnych słownikach gwary.
- Glupki/glubki = „lubaszka”, czyli lokalnie nazywany gatunek/odmiana śliwek, opisywany jako słodki i „taki, co pestka nie chce odejść”.
- Dla części osób to po prostu ałycza (śliwa wiśniowa, Prunus cerasifera), bo owoce są małe, okrągłe, żółte lub czerwone i często rosną „dziko” przy drogach i w ogródkach.
W samym użyciu gwarowym najważniejsze jest jednak jedno: glupki to „te małe śliwki z dzieciństwa”, z których robi się kompot, powidła albo domowe przetwory.
Forma, wymowa, warianty
- Liczba mnoga: glupki / glubki.
- Liczba pojedyncza: glupka / glubka.
Różnica -p- / -b- w środku jest typowa dla zapisu „ze słuchu” i lokalnych przyzwyczajeń. Dlatego spotkasz oba warianty, a czasem nawet w jednej rodzinie każdy mówi inaczej.
Użycie w kuchni i w domu
W poznańskich przykładach glupki pojawiają się jako owoc „do roboty”:
- kompot z glupków (klasyk: „glupki na kompot”),
- glupki jako dodatek smakowy do dań (np. do mięs),
- a nawet wino na glupkach w domowych opowieściach.
To jest słowo z półki „sezonowej”: najczęściej pada latem i wczesną jesienią, kiedy owoce dojrzewają i nagle cały świat zaczyna pachnieć sadem.
Zasięg regionalny
Rdzeń skojarzeń jest wielkopolski i poznański, ale nazwa żyje też poza samym Poznaniem oraz pojawia się w innych regionach jako lokalne określenie podobnych śliwek.
Przykłady użycia
- „Idymy na glupki, bo już dojrzały.”
- „Zrób kompot z glupków, taki jak za dziecka.”
- „W ogródku stoi jedna glupka, co co rok obradza.”
jaczka
Jaczka to w gwarze wielkopolskiej (zwłaszcza poznańskiej) krótkie wierzchnie okrycie: najczęściej marynarka, kaftan, kurtka/bluza „na wierzch”. Słowo bywa dziś oceniane jako starsze, wychodzące z użycia, ale w wielu domach wciąż żyje w pamięci i w mowie codziennej.
Znaczenie w praktyce
W codziennym użyciu „jaczka” nazywała coś, co się zdejmuje i zakłada, gdy robi się chłodniej albo gdy „trzeba wyglądać porządnie”, ale bez wielkiego strojenia się. To mogła być:
- marynarka (często najbliższe znaczenie),
- krótki kaftan / okrycie wierzchnie,
- ogólnie: „ta góra”, którą łapie się w pośpiechu, wychodząc z domu.
W poznańskich zapisach widać też typowy gest języka: ktoś kogoś „ciągnie za jaczkę” (czyli za marynarkę/okrycie), ktoś „nie ma porządnej jaczki” (czyli nie ma w czym jechać/wyjść).
Drugie znaczenie: dziecięcy kaftanik
W części źródeł „jaczka” ma także znaczenie bardziej domowe i czułe: dziecięcy kaftanik (niemowlęcy). To taka mała „góra” dla dziecka, często w kontekście wyprawki.
Warianty i słowa bliskie
W Wielkopolsce spotkasz rodzinę form:
- jaka / jaczka (często traktowane jako warianty tej samej nazwy okrycia),
- obok nich funkcjonują też: jupa/jupka (inne „wierzchnie okrycie”, częściej używane współcześnie).
Etymologia
„Jaka/jaczka” to klasyczny ślad historii językowej regionu. Wyraz łączy się z niemieckim Jacke („kurtka, okrycie”), a w polszczyźnie jest notowany bardzo wcześnie (jako zapożyczenie średniowieczne) i z czasem rozszedł się na różne znaczenia związane z okryciem.
Zasięg i ciekawostka regionalna
Choć współcześnie kojarzy się głównie z Poznaniem i gwarą miejską, wyraz pojawia się także w materiałach z południowej Wielkopolski jako „marynarka”.
W tradycji Biskupizny „jaczka” bywa opisywana jako element stroju (krótkie okrycie wierzchnie), co pokazuje, że słowo miało też „życie” poza miastem.
Przykłady użycia
- „Właśnie przesiodoł się, jak poczuł nagle, że go któś ciągnie za jaczkę.”
- „Nie mam porządnej jaczki, jak żebrak nie mogę jechać.”
- „Daj dziecku jaczkę, bo w chałupie przeciąg.”
jupka
Jupka to w gwarze wielkopolskiej, szczególnie w miejskiej gwarze poznańskiej, po prostu kurtka albo wierzchnie okrycie. Najczęściej chodzi o coś „na wierzch”, na chłodniejszy dzień: lekką kurtkę, bluzę, krótsze okrycie, które zakładasz wychodząc z domu.
Znaczenie i zakres użycia
W źródłach gwarowych „jupka” bywa objaśniana szeroko jako wierzchnie okrycie, bluza, kurtka. To słowo-worek na codzienną odzież „na górę”, zwłaszcza taką roboczą, miejską, użytkową.
W praktyce:
- gdy jest rześko: „weź jupkę”,
- gdy wieje: „bez jupki nie idź”,
- gdy mowa o stroju: „jupka wisiała w antrejce”.
Relacja do „jupy”
W wielu zapisach występuje para jupa / jupka: „jupa” to forma starsza (w części opisów zaznaczana jako wychodząca z użycia), a „jupka” brzmi bardziej potocznie i „dzisiejszo”. Znaczeniowo obie krążą wokół tego samego: okrycia wierzchniego typu kurtka/bluza.
Warianty i słowa sąsiednie w Wielkopolsce
W tej samej rodzinie wielkopolskich nazw ubrań pojawiają się też bliskie określenia:
- jaka / jaczka – również „kurtka”, czasem także kaftanik (w zależności od kontekstu i miejsca).
To pokazuje, że w mowie potocznej Wielkopolski nazwy okryć wierzchnich często się nakładają: ważniejsza jest funkcja („na wierzch”) niż precyzyjny krój.
Etymologia
„Jupka” jest opisywana jako wyraz z kręgu germanizmów typowych dla poznańskiej leksyki miejskiej. W opracowaniach językoznawczych wskazuje się pochodzenie od niemieckiego Joppe (rodzaj kurtki/kaftana), z polskim przyrostkiem zdrobniającym -ka.
Przykłady użycia
- „Załóż jupkę, bo na dworze zawiewa.”
- „W antrejce wisi moja jupka, ta robocza.”
- „Zimą chodził w sukiennej jupie.” (wariant starszy, ale pokazuje ciągłość znaczenia).
papudrok / papudrak
Papudrok (także: papudrak) to w gwarze wielkopolskiej, szczególnie poznańskiej, określenie partacza, fuszera, niezdary – osoby, która bierze się za robotę bez umiejętności i co zacznie, to spartaczy. Słowo ma zwykle ton pogardliwy lub wyzywający, choć bywa też rzucane półżartem, gdy chodzi o czyjąś nieporadność.
Znaczenie w praktyce
W potocznym użyciu „papudrok” jest etykietą na kogoś, kto:
- robi niedbale, „byle jak”, bez staranności,
- nie zna się na rzeczy, a mimo to się upiera,
- zostawia po sobie efekt „na odwal”, który trzeba poprawiać.
W materiałach regionalnych trafia się też doprecyzowanie: papudrok to niesolidny rzemieślnik albo pracownik, który wykonuje powierzoną pracę byle jak.
Zabarwienie i rejestr
To słowo należy do tych, które mogą zaboleć, bo w wielu opisach występuje jako „pogardliwe” i „wyzywające”, a nawet zaznaczane jako wychodzące z użycia (bardziej „starsze”, poznańskie). Dlatego w rozmowie działa jak mocny stempel: nie tylko opisuje umiejętności, ale też ocenia osobę.
Warianty i odmiana
Funkcjonują dwie formy równolegle:
- papudrok
- papudrak
Odmiana jest „męska” w gramatyce, ale w mowie potocznej słowo bywa stosowane do różnych osób, zależnie od kontekstu (wtedy mocniej słychać, że to przydomek/wyzwisko).
Przykładowo:
- M. papudrok / papudrak
- D. papudroka / papudraka
- N. papudrokiem / papudrakiem
Przykłady użycia
W poznańskich zapisach gwarowych spotkasz zdania, w których słowo pada jak raz kijem w stół:
- „O ty papudroku pieruński!”
- „Czegó chcieć od takiygó papudroka!”
- „…papudrak, papudrok – partacz, niezdara.”
W wersji współczesnej sens jest podobny, tylko rekwizyty się zmieniają: papudrok to ktoś, kto „psuje”, „rozrabia”, „nie ogarnia” i zostawia po sobie robotę do poprawki.
Zasięg w regionie
Wielkopolska (Poznań) to naturalne środowisko tego wyrazu, ale ciekawe jest to, że papudrok/papudrak pojawia się też w sąsiednich regionach – bywa notowany jako „partacz” także poza Poznaniem (np. w opisach z północnej Polski). To podpowiada, że słowo mogło krążyć szerzej, zanim przykleiło się najmocniej do poznańskiej mowy.
Etymologia i skojarzenia
W źródłach gwarowych obok „papudroka” często stoi czasownik paprać („robić nieumiejętnie, niedbale”), co dobrze tłumaczy intuicję znaczenia: papudrok to ktoś, kto paprze robotę. To powiązanie jest logiczne semantycznie, choć same opracowania nie zawsze rozpisują je jako twardą etymologię – raczej jako rodzinę znaczeń wokół fuszerki i niechlujstwa pracy.
rojber
Rojber to w gwarze wielkopolskiej (szczególnie w miejskiej gwarze poznańskiej) łobuziak, nicpoń, urwis – najczęściej ktoś młody, kto psoci, „wywija”, nie słucha i testuje granice. To słowo jest potoczne i mocno „z ulicy”, ale nie musi być wulgarne. Zwykle niesie upomnienie z przymrużeniem oka, choć w ostrzejszym tonie potrafi być przytykiem.
Znaczenie w praktyce
Rojber to osoba, która:
- rozrabia „dla sportu” i wszędzie jej pełno,
- wdaje się w zaczepki, psoty, wygłupy,
- sprawia kłopot, ale częściej jako łobuzik niż „poważny chuligan”.
W poznańskim słowniku znajdziesz też naturalne użycie w liczbie mnogiej: rojbry – „ci łobuziacy”, „ta ferajna od psot”.
Odmiana i formy
Rzeczownik rodzaju męskiego: ten rojber.
Liczba mnoga: rojbry.
Typowe formy w zdaniu: „z rojbrami”, „te rojbry”, „mały rojber”.
Rodzina słów i zwroty pokrewne
W gwarze obok rzeczownika żyje też czasownik:
rojbrować – łobuzować, psocić, dokuczać, czyli robić dokładnie to, co robi rojber.
Jest też zbitka, która poszerza znaczenie:
rojber-buda – bałagan, harmider, rozgardiasz, a w ostrzejszym rejestrze także melina (to już mocniejsze, „nie do dzieci”).
Etymologia
„Rojber” jest uznawany za germanizm: łączy się go z niemieckim der Räuber („rabuś, zbój”). W poznańskim użyciu znaczenie zostało „zmiękczone” – zamiast „rozbójnika” częściej chodzi o psotnika.
Przykłady użycia
- „On zawsze wywijał, taki rojber mały.”
- „Nie rojbruj już, bo zaraz będziesz to wszystko sprzątać.”
- „Na podwórku znowu rojbry robią hałas, człowiek chwili spokoju nie ma.”
szkieły
Szkieł (lm. szkieły) – milicjant
Szkieł to w gwarze wielkopolskiej (najmocniej: poznańskiej) potoczne określenie milicjanta w PRL-u albo po prostu policjanta. W liczbie mnogiej mówi się szkieły – często jako nazwa „całej formacji”: „uważaj, bo szkieły stoją”.
Znaczenie i użycie w PRL-u
W realiach PRL-u słowo „szkieł” naturalnie przyklejało się do Milicji Obywatelskiej i do osób „w mundurze, od porządku i legitymowania”. W tekstach i przykładach notuje się je wprost jako odpowiednik milicjanta.
Znaczenie współczesne
Po 1989/1990 słowo nie zniknęło, tylko rozszerzyło się na sens ogólny: policjant/policja (w mowie potocznej, regionalnej). Dla wielu osób to nadal słowo „z Poznania”, rozpoznawalne nawet wtedy, gdy same go nie używają na co dzień.
Forma, warianty, bliskie hasła
- lp.: szkieł – „ten szkieł”
- lm.: szkieły – „te szkieły” (często: „policja” jako całość)
W materiałach słownikowych pojawia się też wariant szkioł (ten sam sens) oraz dawne słowo polikier jako historyczny odpowiednik.
W Poznaniu spotkasz również synonimiczne określenie stójkowi (czyli „stojący” policjanci na skrzyżowaniach).
Odcień emocjonalny
„Szkieł/szkieły” brzmi zwykle potocznie i swojsko, bywa też używane w tonie ostrzegawczym („uważaj”), z lekkim dystansem wobec władzy munduru. Samo w sobie nie jest wulgarne, ale potrafi nieść „miękki opór” – takie słowo, które mówi: to oni, od kontroli.
Skąd ta nazwa
W źródłach popularyzatorskich pojawiają się wyjaśnienia łączące „szkieły” ze szkłem/szkiełkami: albo w sensie patrzenia, podglądania, obserwowania, albo w sensie skojarzenia z okularami („szklane”, więc „od szkła, szkieł”). To raczej ludowa motywacja znaczenia niż twarda etymologia, ale dobrze oddaje, jak to słowo „działa w głowie”.
Przykłady użycia
- „Uwaga! Szkieł na skrzyżowaniu!”
- „Jak był maraton, to szkieły stały na każdym skrzyżowaniu…”
- „Tej, nie rób hałasu, bo zaraz szkieły przyjadą.” (użycie stylizowane, zgodne z sensem hasła)
szwamka
szwamka (też: szwama, szwampka)
Szwamka to w gwarze wielkopolskiej, szczególnie poznańskiej, po prostu gąbka. Najczęściej chodzi o gąbkę do mycia (ciała albo naczyń), ale w starszych kontekstach także o gąbkę szkolną do ścierania (np. z tabliczki).
Znaczenie w praktyce
W codziennej mowie „szwamka” działa jak słowo-narzędzie: krótkie, domowe, oczywiste dla osób z Wielkopolski. Mówisz tak, gdy:
- prosisz o gąbkę do kąpieli: „Umyję się szwamką”,
- szukasz gąbki do zlewu: „Gdzie jest szwamka do naczyń?”,
- opisujesz domowe porządki: „Leżała szwamka na wannie”.
W materiałach słownikowych „szwamka” bywa podawana wprost jako równoważnik hasła gąbka.
Warianty i forma
Najczęstsza forma to szwamka, ale w źródłach spotyka się też warianty:
- szwama,
- szwampka.
Odmiana jest regularna jak w polszczyźnie ogólnej dla rzeczowników żeńskich:
- lp.: szwamka, szwamki, szwamce, szwamkę, szwamką, szwamce,
- lm.: szwamki, szwamek, szwamkom, szwamki, szwamkami, szwamkach.
Zasięg i rejestr
To słowo jest mocno kojarzone z Poznaniem i miejską gwarą poznańską, ale pojawia się też w opisach szerszych kontaktów językowych regionu. W praktyce brzmi najnaturalniej w domu, w łazience, w kuchni, w codziennym „gadaniu po naszymu”.
Pochodzenie
„Szwamka” jest traktowana jako germanizm i łączona z niemieckim Schwamm (‘gąbka’). To bardzo typowa ścieżka dla poznańskich i wielkopolskich słów codziennych, które przyszły z języka niemieckiego i zostały „spolszczone” brzmieniem oraz końcówką.
Przykłady użycia
- „Ja to się zawsze szwamką myję.”
- „Kupisz szwamkę? Trzeba do zlewu.”
- „W szkole nosiło się tabliczkę z rysikiem i szwamką.”
uczempnąć
uczempnąć (też: uczepnąć) — „ukucnąć, zrobić przysiad; przycupnąć na chwilę”
Znaczenie w gwarze wielkopolskiej
Uczempnąć znaczy zejść nisko na nogach: zrobić przysiad, kucnąć, ukucnąć, czasem po prostu „przycupnąć” na moment, żeby coś podnieść, poprawić, obejrzeć albo odpocząć w tej pozycji.
W praktyce brzmi to najczęściej jak polecenie: „Uczempnij!” – czyli „kucnij / ukucnij”.
Użycie i odcień znaczeniowy
To słowo ma w sobie ruch i konkret. Nie chodzi o eleganckie „przysiąść”, tylko o szybkie zejście w kucki, zwykle w codziennej sytuacji: przy bucie, przy grządce, przy dziecku, przy upuszczonym przedmiocie.
Warianty i wymowa
- uczempnąć i uczepnąć to w praktyce ta sama rodzina form, a zapis z -mpn- dobrze oddaje naturalną wymowę, bo w polszczyźnie „n” przed „p” często upodabnia się do „m” (to zwykła asymilacja).
- Spotkasz też formy rozkazujące i potoczne: uczempnij, uczempnijże, czasem z dodanym „się” zależnie od zdania.
Etymologia i tło
Rdzeń wiąże się z dawnym czasownikiem uczepnąć w znaczeniu „kucnąć, przycupnąć”, notowanym w starszych słownikach. W gwarze (i w zapisie „ze słuchu”) łatwo przechodzi to w uczempnąć, bo język lubi upraszczać artykulację w zbitkach spółgłoskowych.
Ciekawym wielkopolskim sąsiedztwem znaczeniowym jest też dawne wyrażenie „siedzieć na czempku” w sensie „siedzieć w kucki”, co pokazuje, jak mocno ta pozycja i jej nazwy zakorzeniły się lokalnie.
Przykłady użycia
- „Uczempnij no na chwilę, bo ci sznurówkę zawiążę.”
- „Uczempnęła przy skrzynce i wyciągnęła monetę spod ławki.”
- „Jak się człowiek uczempnie, to od razu lepiej widać, co tam w trawie siedzi.”
Bliskoznaczne (dla porównania)
ukucnąć, kucnąć, przykucnąć, przycupnąć, przysiąść w kucki.
uliczka
Uliczka (gw. wielkopolska, zwł. poznańska) – „furtka”
Znaczenie
W gwarze wielkopolskiej uliczka to furtka, czyli małe wejście w płocie albo w bramie, zwykle „na skróty” z ulicy na podwórko, do ogródka, na tyły domu. W źródłach leksykalnych bywa oznaczana jako użycie przestarzałe, ale w wielu rodzinach wciąż żywe – szczególnie w mowie potocznej, domowej.
Jak to brzmi w zdaniu
To słowo ma w sobie ruch i gest. Ktoś nie „idzie bramą”, tylko przemknie uliczką.
Przykłady użycia (stylizowane na naturalną mowę):
- „Idź uliczką, bo brama zaryglowana.”
- „Zamknij uliczkę, bo przeciąg leci po podwórku.”
- „Wejdziesz od ogrodu, przez uliczkę przy płocie.”
- „Pies mi uciekł, bo uliczka była niedomknięta.”
Wymowa i odmiana
To rzeczownik rodzaju żeńskiego, odmienia się jak zwykła uliczka w polszczyźnie ogólnej, tylko znaczenie jest inne.
- lp.: uliczka, uliczki, uliczce, uliczkę, uliczką, uliczce
- lm.: uliczki, uliczek, uliczkom, uliczki, uliczkami, uliczkach
Bliskie sensy i sąsiedztwo znaczeniowe
Najbliżej jej do:
- furtki (sens podstawowy),
- „bocznego wejścia”, „przejścia przy płocie”, „wejścia od ogrodu”.
W praktyce domowej uliczka często niesie też dodatkowy cień znaczenia: to jest wejście „nasze”, prywatne, na skróty, nie od frontu.
ustęp
Ustęp (gw. wielkopolska) – toaleta, wychodek
Znaczenie podstawowe
W gwarze wielkopolskiej, zwłaszcza w mowie poznańskiej, ustęp to toaleta. Najczęściej chodzi o toaletę zewnętrzną: drewniany „klocek” na podwórzu, przy domu, przy działce, czasem wprost przenośna kabina.
Jakie „toalety” obejmuje to słowo
W użyciu potocznym ustęp potrafi obejmować dwie sytuacje:
- historycznie i terenowo: głównie wychodek / toaleta nieskanalizowana, czyli miejsce „na uboczu”, do którego się wychodzi;
- w szerszym, współczesnym skrócie: po prostu WC / ubikacja, także w budynkach, jako słowo bardziej „starannie brzmiące” niż np. potoczne określenia.
W Wielkopolsce to brzmi naturalnie, bo słowo ma w sobie lokalną oswojoność: nie jest żartem, raczej codziennym komunikatem.
Odcień i rejestr
„Ustęp” ma odcień starszy i tradycyjny. Dla wielu osób brzmi „porządniej” niż „kibel”, ale też bardziej „dawniej” niż „toaleta”. W tekstach o historii higieny i życia codziennego słowo pojawia się właśnie w tym sensie: jako zwykła nazwa miejsca za potrzebą.
Etymologia i dlaczego to ma sens
Rdzeń znaczenia jest bardzo obrazowy. Dawniej ustęp oznaczał miejsce ustronne, położone na uboczu, a dopiero potem wyspecjalizował się w znaczeniu „klozet, ubikacja”. To ślad dawnego świata, w którym do takiego miejsca się odstępowało, odchodziło na bok.
Odmiana i formy użycia
- lp.: ustęp
- lm.: ustępy
Częste, naturalne połączenia:
- „iść do ustępu”,
- „ustęp na podwórzu”,
- „ustęp jest czysty / trzeba posprzątać ustęp”.
Przykłady użycia
- „Idź przez podwórko, ustęp jest za szopą.”
- „Teraz proszę pani ustęp mam czysty, bo umyłam i uporządkowałam.”
- „W domu mówimy: ustęp, a nie WC.”